Kamperem na Saharę

Kamperem na Saharę

Wyprawa kamperem do Maroko 2023/24

Decyzję o podróży do Maroka podjęliśmy dość spontanicznie i choć już od jakiegoś czasu ten kierunek chodził nam po głowie to na przygotowania nie mieliśmy zbyt wiele czasu.

Plan na wyjazdu był prosty:

1. Dotrzeć do Maroko.

2. Wybrzeżem w kierunku Agadiru, po drodze zaliczając koniecznie Rabat, Marakesz i odwiedziny u naszych marokańskich przyjaciół.

3. Powrót w głębi kraju żeby zobaczyć trochę lokalnego życia.

Plan ani skomplikowany, ani dokładny, czyli idealny, bo w każdej chwili można go zmodyfikować. Na tym właśnie polega wolność podróżowania kamperem 🙂

Spakowaliśmy kampera – tu musimy przyznać, że z każdym wyjazdem idzie to sprawniej. Wypróbowane skrzynki, pojemniki itd. ułatwiają życie, ale przede wszystkim wiedza co zabrać albo raczej czego nie brać na wyjazd kamperem 🙂 znacznie upraszcza sprawę. Tym razem byliśmy mocno zaskoczeni jak dużo wolnego miejsca nam zostało choć z racji terminu grudzień/styczeń musieliśmy spakować się na 4 pory roku.

Przy pakowaniu niezmiennie sprawdza się zasada, że gdziekolwiek jedziesz na miejscu na pewno będą sklepy, szczególnie te z żywnością i napojami 😉

Co zabraliśmy z rzeczy nie oczywistych, których nie wzięlibyśmy na wyjazd kamperem np. do Chorwacji?

– Porządną linę holowniczą, lewarek, klucz do kół. Choć przed wyjazdem potwierdziliśmy w TU, że w Maroku działa nasz pakiet Assistance na kampera to jednak woleliśmy być nieco bardziej samowystarczalni.

– Baniaki na wodę 2x20L – te zabieramy zawsze z racji kempingowania na dziko.

– Słodycze i drobne zabawki dla napotkanych dzieci. Największą furorę zrobiły rozwijane piszczałki 🙂

– Packi na muchy! W ilości równej liczbie członków załogi + 2 zapasowe 🙂

Poza tym standardowe wyposażenie jak na każdy inny wyjazd.

Kamper spakowany, dzieci spakowane, ruszamy… Zdaliśmy się w 100% na Google Maps wpisując w nawigację pierwsze co nam przyszło do głowy czyli… Gibraltar 🙂

Wcześniej mieliśmy już ściągnięte mapy na telefon żeby nawigacja działała w trybie ofline. O tym warto pamiętać bo poza UE z dostępem do internetu może być różnie, o kosztach nie wspominając. Z Google Maps korzystamy na wszystkich naszych wyjazdach i to nam wystarcza choć w przypadku Maroka trzeba przyznać, że dokładność i poprawność prowadzenia pozostawia wiele do życzenia, ale o tym jeszcze wspomnimy.

Tranzyt do Maroko

W kierunku Hiszpanii trasa jest dziecinnie prosta. Ruszając z Warszawy jedziemy autostradą od domu niemal do wjazdu na prom.

Skoro jesteśmy przy tranzycie mamy tu kilka cennych rad:

1. Często pytacie o omijanie autostrad płatnych we Francji. Jeśli nie zwiedzacie nic po drodze to w naszej ocenie zdecydowanie nie warto omijać. Co prawda koszt przejazdu w obie strony autostradą we Francji wyniósł ok 1100zł jednak alternatywą jest jazda 50/70/80 km/h, setki rond i masa fotoradarów, które cykają pamiątkowe fotki przy najmniejszym przekroczeniu prędkości. Do tego koszty takiego zdjęcia wielokrotnie wyższe nić selfie z misiem chytruskiem na Krupówkach 🙂

2. Tankowanie na autostradach. Wiadomo, na autostradzie zawsze drożej. O ile w PL różnica to 30-50gr to w Niemczech i Francji różnica sięga 50 Euro centów, a to już ponad 2zł na każdym litrze. Sporo, szczególnie, że wystarczy zjechać 3-5km żeby zatankować w normalnej cenie. Zaznaczając w Google Maps pokazywanie stacji benzynowych możecie zawczasu zaplanować zjazd i tankowanie i to w najlepszej cenie bo obok ikonki stacji jest również aktualna cena paliwa 🙂

3. Noclegi w trasie. Choć zjechaliśmy całe, Bałkany, Turcję, a teraz Maroko zawsze nocując na dziko lub w tranzycie na stacjach benzynowych zdecydowanie odradzamy takich praktyk u naszych zachodnich sąsiadów, a w szczególności we Francji ze względu na liczne kradzieże i inne przykre historie. Zaplanujcie nocleg wcześniej na kempingu lub kamper parku lecz tu też czytajcie opinie. We Francji mieliśmy problem ze znalezieniem kamper parku, który nie miał licznych ostrzeżeń przed kradzieżami.

W połowie grudnia pogoda nie rozpieszcza dlatego jadąc w poszukiwaniu słońca pierwszy sensowny postój i spacer na rozprostowanie nóg zrobiliśmy w Maladze. Ponieważ spędziliśmy tu zaledwie kilka godzin przewodnika nie napiszemy jednak Malagę warto odwiedzić choćby dla widoku dziesiątek papug spacerujących po deptaku jak gołębie na starówkach.

Prom do Afryki

Ciężko było nam określić datę dotarcia do promu, więc nie rezerwowaliśmy nic z wyprzedzeniem. Mimo, że zazwyczaj w podróży nie kierujemy się przewodnikami i opiniami innych to jednak w tym przypadku postanowiliśmy nie odkrywać na nowo koła i zajrzeliśmy do internetów by zasięgnąć informacji. Korzystając z doświadczeń innej ekipy wybraliśmy prom Algeciras –> Ceuta. Prom płynie 1h, a ponieważ Ceuta to hiszpańskie miasteczko na kontynencie afrykańskim to i kwestie formalne są dużo sprawniejsze.

W kwestii promu również mamy dla Was kilka uwag:

1. Przez internet nie ma możliwości wykupienia biletu z “otwartą” datą powrotu. To można wykupić jedynie w punkcie stacjonarnym.

2. Pilnujcie aby na bilecie było zaznaczone “Motorhome” lub “Caravan”. “Bus” nie wystarczy i będzie trochę nerwów i wyjaśniania… (sprawdzone) 🙂

3. Wjeżdżając i zjeżdżając z promu kamperem z dużym nawisem za tylną osią musicie bardzo uważać. Wjazd na rampę pod jak największym kątem, najwolniej jak się da. Nie ufajcie kierującym ruchem pokazującym że jest ok bo to wasz zderzak zahaczy o ziemię (też sprawdzone) 🙂

4. Promem może dość mocno bujać więc warto dokładnie zabezpieczyć wszystko co mamy w kamperze.

Przeprawa naszej załogi 2+2 wraz z kamperem 8m długości, 3,15m wys. w obie strony z otwartą datą powrotu kosztowała nas 334 euro – w naszym odczuciu bardzo przyzwoicie.

 

Ponieważ do Algeciras dojechaliśmy późnym wieczorem bilety kupiliśmy na rano. Zastanawialiśmy się gdzie przenocować bo jak pisaliśmy wcześniej nasz plan nie przewidywał takich szczegółów 🙂 Okazało się, że mimo iż do promu ponad 12h nie ma problemu z wjazdem na teren portu. Stanęliśmy na uboczu parkingu w pobliżu nabrzeża, z którego odpływał nasz prom i bez żadnych przeszkód spędziliśmy noc w chyba najlepiej strzeżonej miejscówce jaką kiedykolwiek mieliśmy 🙂 Rano już tylko śniadanie, kawa i byliśmy pierwsi w kolejce do Afryki 🙂

Tutaj macie pinezkę do miejsca gdzie kupowaliśmy bilety. Przy okazji 5* za obsługę. Wpadliśmy kilka minut przed zamknięciem, a Pan ze stoickim spokojem poświęcił nam tyle czasu ile było trzeba.

Ceuta - skrawek Europy w Afryce

Z promu do granicy marokańskiej jest nie więcej niż 5 minut jazdy. Odprawa zajęła ok 45min. Wymagane dokumenty: paszporty, dowód rejestracyjny i zielona karta. Na wjeździe dostaliśmy karteczkę której kazano nam pilnować ponieważ jest niezbędna do wyjazdu z Maroka.

Kontrola nieco bardziej szczegółowa niż zazwyczaj ale bez przesady. Rzut oka do środka, do bagażnika, opukanie butli z gazem i tyle.

Jak tylko przekroczyliśmy granicę Maroka i wjechaliśmy do pierwszego miasteczka czekali na nas nasi marokańscy przyjaciele. Choć planowaliśmy do nich zajechać w trakcie przemierzania tego wspaniałego kraju to tradycyjna marokańska gościnność i opiekuńczość przywitała nas już w progu… Maroka 🙂

Trudno wymarzyć sobie lepsze wrażenie po wjeździe do obcego kraju. Tym bardziej, że od razu zostaliśmy zaproszeni na prawdziwą ucztę z owoców morza i całej masy lokalnych rarytasów.

Po tak wspaniałym powitaniu zostaliśmy eskortowani do ich domu w Rabacie z pełną dbałością o warte zobaczenia zapierające dech w piersiach widoki po drodze.

Tak więc w pierwsze 2 dni w Maroku spotkaliśmy przyjaciół, zobaczyliśmy jak żyją lokalnie, poznaliśmy ich całą wielopokoleniową rodzinę, spróbowaliśmy całej masy lokalnych przysmaków, a zwieńczeniem było zwiedzanie Rabatu z najlepszym przewodnikiem jakiego moglibyśmy sobie wymarzyć.

O zwiedzaniu Rabatu jeszcze napiszemy osobno. Teraz powiemy tylko tyle, że jeśli ktoś Wam mówi że w Rabacie nie ma nic specjalnego to oznacza to jedynie tyle, że miał kiepskiego przewodnika 🙂

Po wyjeździe z Rabatu nadszedł czas na podróż wzdłuż wybrzeża – to co najbardziej lubimy. Od plaży do plaży. Bez planu, bez pośpiechu. Trzeba przyznać, że w Maroku nie jest łatwo o super miejscówkę na plaży, choć nie bylibyśmy sobą gdybyśmy kilku takich nie znaleźli :))

Plaże są ogromne, szerokie, długie i piaszczyste. Na próżno szukać tu cichych zatoczek ze spokojną wodą jak to nad oceanem, za to przez fale naskakaliśmy się ile dusza zapragnie. Wybrzeżem dojechaliśmy do Safi, a następnie skierowaliśmy się w głąb lądu do Marakeszu.

Do Marakeszu dojechaliśmy ok. 22:00 – to miasto tętni życiem całą dobę. Zatrzymaliśmy się na parkingu w centrum miasta z wydzieloną częścią dla kamperów. Bezpieczny, otoczony murem, z ochroną – idealne miejsce na pozostawienie kampera i zwiedzanie tym bardziej, że do rynku było raptem 5 minut spacerem.

Tu znów czekali na nas Zineb i Taha z dziećmi. Kilka godzin jazdy autem z Rabatu? To żaden kłopot, nie ma o czym mówić – pokażemy wam też Marakesz 🙂 Po prostu cudowni 🙂

Na zwiedzaniu Marakeszu zeszło nam ponad 12 bardzo intensywnych godzin. Tak, były węże, małpy, pyszne jedzenie, stragany z różnościami, suk, zamek i inne zabytki ale też… karpie, nie takie na Wigilię 🙂 Więcej o Marakeszu w osobnym wpisie już niebawem.

Z Marakeszu skierowaliśmy się od razu do Agadiru, który miał być naszym najdalszym punktem podróży… Miał być dopóki Taha nie opowiedział nam o Mahamid 🙂

W Agadirze, a dokładniej 20km na północ od Agadiru był nasz jedyny dokładniej zaplanowany punkt podróży. Rajd konny wzdłuż oceanu. Pozdrawiamy Agnieszkę, polkę organizującą takie imprezy w Maroku.

Koło Agadiru zastała nas też Wigilia. A jak Wigilia to i kolacja wigilijna. Ten wieczór będziemy długo wspominać. Stół wigilijny na plaży nad brzegiem oceanu. Szum fal, blask zachodzącego słońca. Menu mocno innowacyjne: były mule zebrane własnoręcznie i grilowana na plaży ryba ale nie zabrakło też pierogów z kapustą, barszczu czerwonego oraz sałatki jarzynowej.

Był też wolny talerz dla niespodziewanego gościa i… po raz pierwszy się przydał 🙂 Pod koniec kolacji podszedł do nas Marokańczyk. Nie należy oceniać po wyglądzie ale raczej niezbyt majętny. Zapytał czy może dostać coś do jedzenia. Zaprosiliśmy go do stołu. Talerz był gotowy 🙂 Trudno powiedzieć kto był bardziej zaskoczony. My jego wizytą czy on zaproszeniem do stołu. Był mocno onieśmielony ale też zauważalnie bardzo głodny. Kiedy już się najadł zapytał nieśmiało czy może zabrać coś dla rodziny, dla dzieci. Zapakowaliśmy mu wszystko co zostało na stole plus pieczywo i napoje. Nigdy, żadne świąteczne prezenty nie dały nam tyle radości i zadowolenia co wizyta tego człowieka. Wbrew pozorom to spotkanie dało dużo więcej nam niż jemu. Reszta wieczoru upłynęła na tropieniu na plaży reniferów i otwieraniu prezentów, które w tym czasie podrzucił nam Mikołaj 😉

Kolejne 2 świąteczne dni minęły nam na plażowaniu, kąpielach w oceanie i odganianiu ciekawskich wielbłądów, które po prostu chodziły sobie wszędzie jak bezpańskie psy – czasem pojedynczo a czasem w grupach 🙂

W końcu przyszedł czas na pożegnanie z Atlantykiem i drugi etap naszej podróży po Maroku. Przed nami przeprawa przez Atlas. Wbrew oczekiwaniom i ostrzeżeniom droga nie była bardzo wymagająca. Kręta jak to w górach ale bez przesady. Nie było też dużych podjazdów. Wszystko rozłożyło się równomiernie na odcinku 600km Agadir–>Mahamid.

Dlaczego Mahamid? Polecenie naszego marokańskiego przyjaciela. Jak powiedział Taha – Mahamid to najdalej wysunięte miejsce Maroka w głąb Sahary. Nazywane przez miejscowych “Wrotami Sahary”.

W połowie miasteczka Mahamid kończy się asfalt i dalej już tylko droga szutrowa. Później już tylko piaskowa, a w końcu po paru kilometrach tylko piasek z wyjeżdżonymi przez auta terenowe śladami. To właśnie tam podjęliśmy decyzję, że po traktor juz strasznie daleko i pora odpuścić 🙂 Wokół nas tylko piaskowe wydmy, w oddali za nami pojedyncze palmy i nic więcej. Tylko wszechobecny piasek i żar lejący się z nieba. A po środku tego wszystkiego nasza 8-metrowa półintegra z napędem na przód :))

Choć mieliśmy ogromną pokusę zostać na noc po środku tej wielkiej pustki to jednak wszechobecny piasek, który po zabawach na wydmach mieliśmy dosłownie wszędzie skłonił nas do poszukiwania prysznica z nieograniczoną ilością wody. W ten sposób dotarliśmy na pobliski kemping, który okazał się strzałem w 10! Doba kosztowała nas w przeliczeniu 30zł. Kamper, 2+2,wszystkie media, a w tej cenie nocą ognisko na pustyni! Ognisko, które okazało się międzynarodowym, lokalnym wydarzeniem. Była Holenderka, która podróżowała samotnie swoim vanem, był Niemiec podróżujący motocyklem z namiotem, był Marokańczyk, no i my z dzieciakami. Międzynarodowa biesiada przy ognisku w muzułmańskim kraju przy paczce kiełbasy śląskiej przywiezionej z Polski :)) Jedno z tych niepozornych zdarzeń, które na długo pozostaną w naszej pamięci.

To już był zdecydowanie najdalszy punkt naszej podróży do Maroka. 5000 kilometrów od domu żeby zjeść śląską przy ognisku 🙂 Opłaca się? Można dyskutować. Czy warto? ZDECYDOWANIE!

Dalej już tylko powrót do Polski. Jechaliśmy leniwie przez Maroko. Chyba największymi dziurami jakie Google Maps mógł wymyślić. To też była niezapomniana przygoda. Widoki jak żywcem wzięte z filmów o Iraku (tak na marginesie większość filmów o Iraku kręcona jest właśnie w Maroku). Małe wioseczki w całości zbudowane z gliny, lokalne knajpki w których stawaliśmy na posiłki i co niewiarygodne regularny wielbłądzi i osiołkowy transport 🙂

W drodze powrotnej na prom zajechaliśmy jeszcze do Ifran. Miejsce znane z małp ale też swojej europejskości. Iglaki, śnieg i architektura jak w Europie. Można by się pomylić. Dobra zaprawa na drogę powrotną bo już niebawem wracając mieliśmy śnieżycę i minus 16st. C.

Nasza wyprawa kamperem do Maroka trwała ponad 3 tygodnie, 10000 kilometrów trasy, z czego blisko 3000 kilometrów po samym Maroko. Dzięki temu, że byliśmy kamperem nic nas nie ograniczało, mogliśmy zostać tam gdzie chcieliśmy i jak długo chcieliśmy. Mogliśmy poczuć lokalną kulturę obcując z mieszkańcami w ich codzienności a nie tylko w turystycznych kurortach. Marokańczycy są bardzo gościnni i wręcz opiekuńczy jeśli chodzi o przyjezdnych. Wszędzie czuliśmy się dobrze i mile widziani.

Inne ciekawe teksty

Wynajmujemy kampera - Od czego zacząć, na co zwrócić uwagę?

Wynajmujemy kampera - Od czego zacząć, na co zwrócić uwagę?

10 KROKÓW DO WYMARZONYCH WAKACJI

Wynajem kampera to coraz bardziej popularny sposób na spędzenie wymarzonych wakacji. Nic w tym dziwnego. Kamper daje nam wiele możliwości, o których można tylko pomarzyć lecąc na standardowe wakacje all inclusive. Mnóstwo rodzin spędza tak każde wakacje od kilku lat i znając korzyści nie zamieniliby kampera na żadne inne wycieczki.

Jednak jak zacząć? Jak się do tego zabrać? Na co zwrócić uwagę, żeby wymarzone wakacje na prawdę się udały i nie przysporzyły dodatkowych kłopotów?

Te rozterki dotyczą bardzo wielu osób, które chciałyby spróbować karawaningu, ale jednak trochę się obawiają.

Prowadzimy wypożyczalnię kamperów od wielu lat i na podstawie naszego doświadczenia w 10 krokach postaramy się rozwiać trochę Wasze wątpliwości.

1. DOKĄD JECHAĆ KAMPEREM

Na świecie jest tyle fantastycznych miejsc do zobaczenia, że wybór nigdy nie będzie prosty. Na pierwszy wypad kamperem warto jednak wybrać kierunek (niezależnie czy w kraju czy za granicą), który będzie gwarantował łatwy dostęp do infrastruktury karawaningowej. Zdobywanie pierwszych “szlifów” będzie na pewno łatwiejsze i przyjemniejsze na kempingu w Chorwacji niż np. na dzikusa w BiH choć akurat Bośnia jest niesamowitym krajem, który właśnie podróżując kamperem można poznać NAPRAWDĘ.

Planujmy więc podróż tak, żeby nie rzucać się od razu na głęboką wodę, ale też nie odmawiajmy sobie odrobiny przygody. Z dwutygodniowych wakacji na Chorwackich plażach zostawmy sobie ostatnie dni na powrót np. przez Sarajewo.

2. NIGDY NIE JEŹDZIŁEM KAMPEREM, JAK TO WSZYSTKO OBSŁUŻYĆ?

Spokojnie, kamper to nie prom kosmiczny. Urządzeń i nowych rozwiązań jest faktycznie sporo, jednak nie są to rzeczy skomplikowane. Możecie być też pewni, że żadna szanująca się wypożyczalnia nie wypuści Was bez szczegółowego szkolenia. U nas np. szkolenie zajmuje średnio 1-1,5h i to wystarcza żeby posiąść odpowiednią wiedzę do komfortowego wypoczynku. Oprócz tego w razie pytań w trakcie wyjazdu jesteśmy do dyspozycji pod telefonem 24h/dobę.

3. BARIERA JĘZYKOWA ZA GRANICĄ

Dla jednych nie ma tematu, dla innych strach który ma wielkie oczy…

Odpowiedzcie sobie na pytanie: Czy jak idziecie na zakupy do marketu to musicie wdawać się w dyskusje z kasjerem? Nie, robicie zakupy, płacicie kartą i wychodzicie. Na stacji benzynowej nr dystrybutora możecie pokazać na palcach. W trasie kierujecie się nawigacją, nie pytacie przechodniów o drogę. W sytuacjach bardziej skomplikowanych/awaryjnych zwykły smartfon daje nam mnóstwo rozwiązań.

4. JAK WYBRAĆ WYPOŻYCZALNIĘ KAMPERÓW

To chyba kluczowe pytanie. Właściwy wybór to podstawa udanego urlopu. Dobra wypożyczalnia to:

  • dobrze przygotowane, sprawdzone kampery,
  • brak kruczków w umowach,
  • wsparcie merytoryczne, począwszy już od planowania podróży,
  • uczciwe rozliczenie kaucji

Skąd macie wiedzieć jaką firmę wybrać? Przede wszystkim zacznijmy od najprostszego.

Opinie w internecie. Znalezienie ich zajmie maksymalnie kilka minut. Jeśli macie do czynienia z poważną, uczciwą firmą to na pewno będzie ich sporo. Na ich podstawie można choć wstępnie wyrobić sobie zdanie.

UWAGA! Jeśli nie znajdziecie żadnych opinii jest to poważny sygnał ostrzegawczy. Nie ma chyba na rynku firmy (nie zależnie od branży), która nie chciałaby się pochwalić opiniami klientów… jeśli są pozytywne!

Umowa. To kolejna istotna sprawa, a dokładnie to co w niej będzie się kryło lub nie. Ale o tym szczegółowo za chwilę.

Lokalizacja. To istotne, choć jeśli znajdziecie swoją idealną wypożyczalnię to może warto podjechać trochę, szczególnie jeśli na miejscu możecie bezpiecznie zostawić swoje auto na czas wynajmu.

Cena. Wiele osób stawia to na pierwszym miejscu. Ja celowo zostawiłem to na koniec. Najtańsze oferty zazwyczaj zawierają limit przejechanych kilometrów, a opłata za dodatkowe jest bardzo wysoka – to istotny aspekt szczególnie jeśli planujecie podróż za granicę. Nie obejmują również wyposażenia dodatkowego typu: leżaki, stolik, wyposażenie kuchni, chemia do toalety, butle z gazem itp. Za to wszystko trzeba będzie dodatkowo zapłacić. Warto więc za wczasu dowiedzieć się co obejmuje cena i jakie będą dodatkowe koszty.

Na 2 tygodniowym wyjeździe w szczycie sezonu różnica w cenie wynajmu między najtańszą ofertą, a tą sprawdzoną “droższą” wyniesie max. 1-1,5tys. zł. Cały koszt wakacji to min. 15 tyś. zł. Warto więc zastanowić się czy oszczędzać akurat na kamperze, który jest kluczowy dla powodzenia całego przedsięwzięcia.

5. UMOWA NAJMU – NA CO ZWRACAĆ UWAGĘ

Jeśli wypożyczalnia sama nie zaproponuje przesłania draftu umowy – poproście o niego. Pamiętajcie, najpierw umowa – którą dokładnie czytamy, a dopiero potem zaliczka.

Oczywiście nie zapominajmy, że wypożyczacie kampera wartego często 400-500 tys. zł. i wypożyczalnia musi się zabezpieczyć. Standardem jest udział w szkodach komunikacyjnych z Waszej winy (AC) zazwyczaj jest to 5000zł tak jak kaucja. Ten zapis często budzi kontrowersje jednak miejcie świadomość, że koszty poniesione przez wypożyczalnię, a których nie pokryje ubezpieczenie zawsze są zdecydowanie wyższe.

Zdecydowaną ostrożność powinny za to wzbudzić zapisy o konieczności pokrycia “utraconych korzyści” w przypadku spowodowania szkody. W praktyce w skrajnych przypadkach może to oznaczać kwoty nawet kilkudziesięciu tysięcy złotych. Pamiętajcie też, że jeśli umowa odsyła do “regulaminu” to też musicie się z nim zapoznać bo tam mogą kryć się “najciekawsze” zapisy.

Podsumowując CZYTAMY UMOWĘ, a jeśli czegoś nie rozumiecie – pytajcie do skutku.

6. A CO JEŚLI "COŚ" SIĘ WYDARZY?

Przede wszystkim nie bądźmy czarnowidzami. “COŚ” zdarza się bardzo rzadko, nie mniej jednak nie oznacza to, że nie mamy się przygotować i zabezpieczyć.

A jak się zabezpieczyć? Najlepiej ubezpieczyć!

Już na etapie wyboru wypożyczalni upewnijcie się, że kamper ma ubezpieczenie w opcji “wynajem zarobkowy”. Ubezpieczenie to jest na tyle drogie, że wynajmujący często próbują na nim oszczędzić. Zazwyczaj ma to miejsce przy wynajmie prywatnym ale nie tylko. Pamiętajcie, że płacicie nie mało za wynajem i macie prawo wymagać żeby ubezpieczenie było zgodne z przeznaczeniem auta. Szczególnie, że w razie czego problemy może mieć nie tylko wynajmujący, ale i najemca, który jako kierowca ma obowiązek sprawdzić czy pojazd ma odpowiednie OC.

Kamper kamperem, ale co z podróżującymi? Musicie wiedzieć, że wbrew powszechnej opinii EKUZ nie załatwia sprawy. Przede wszystkim z EKUZ-em jesteście skazani na lokalną, publiczną służbę zdrowia i jej kolejki, a poza tym wielu kwestii jak choćby transport medyczny nie obejmuje – a to mogą być na prawdę duże koszty. Każdemu więc polecamy dodatkowe ubezpieczenie turystyczne szczególnie, że koszty są niewielkie a spokój bezcenny.

Jak juz przy ubezpieczeniach jesteśmy, to nie można nie wspomniec o ubezpieczeniu kaucji. Ostatnio na rynku pojawiło się sporo takich produktów. Część niestety działa tylko w teorii. Są takie, które nie obejmują pojazdów specjalnych… inne mają wysokie udziały własne, jeszcze inne działają tylko w przypadku szkody całkowitej… Są jednak takie, któe faktycznie daja skuteczną ochronę i przy tym wcale nie muszą być drogie. Nie będziemy tu celowo wskazywać konkretnych produktów ponieważ oferty i OWU stale się zmieniaja. Sprawdzona wypożyczalnia, którą wybierzecie powinna być na bieżąco i na pewno coś doradzi.

7. KONIEC URLOPU – ZDAJEMY KAMPERA.

Wiele osób wiąże z tym etapem największe obawy. Nie potrzebnie – jeśli wybraliście sprawdzoną wypożyczalnię i dbaliście o kampera to na pewno wszystko będzie OK.

Oczywiście może się zdarzyć, że pomimo dbania i uważania coś się stanie.

Zgłoście usterkę za wczasu. Element zakupiony z wyprzedzeniem przez internet będzie zazwyczaj zdecydowanie tańszy niż kupiony na szybko stacjonarnie.

Nie naprawiajcie sami/bez ustalenia z wynajmującym. Czasem “odkręcenie” nieumiejętnej naprawy jest droższe niż usunięcie właściwej usterki.

Zapytajcie juz na etapie szkolenia na co zwracać szczególną uwagę/ostrożność podczas użytkowania.

Ustalcie wcześniej co macie zrobić przed zwrotem kampera. Opróżnienie zbiornika szarej wody i kasety WC, mycie z zewnątrz, sprzątanie w środku, uzupełnienie paliwa itp.

8. NO DOBRA DO RZECZY – ILE TO KOSZTUJE?

Powiemy wprost. Karawaning na opisywanym poziomie nigdy nie był i nigdy nie będzie tani choć w świetle ostatnich cen tradycyjnych wycieczek wygląda bardzo atrakcyjnie.

Przede wszystkim pamiętajmy, że porównywanie do pobytu w hotelu droższym lub tańszym nie ma sensu bo to zupełnie coś innego.

W karawaningu każdy znajdzie coś na swoją kieszeń. Skupmy się jednak na wynajmie kamperów nowych lub prawie nowych bo takie są najczęściej w wypożyczalniach. W szczycie sezonu dobrze wyposażony kamper to koszt rzędu 650-800zł za dobę. Zależnie od wyposażenia, limitu km, lokalizacji, dostępności itp. Zazwyczaj dochodzi do tego opłata serwisowa i minimalny czas wynajmu w sezonie wysokim najczęściej jest to 7 dni. Na rynku jest mnóstwo ofert i nie ma 2 identycznych. Warto więc szukać i rezerwować z wyprzedzeniem.

Kampera mamy – jedziemy na kemping. Najpopularniejszym kierunkiem wciąż pozostaje Chorwacja i Włochy. Rozstrzał cen na kempingach jest bardzo duży. Musimy liczyć się z wydatkiem rzędu 50-100 euro za dobę, ale można też znaleźć droższe parcele. Warto się zastanowić czego szukamy. Jeśli ciszy i spokoju – poszukajcie mniejszych kempingów, kameralnych a przy okazji tańszych. Jeśli jednak zależy wam na basenach, zjeżdżalniach, animacjach i innych, warto rozważyć droższe opcje i mieć wszystko czego dusza zapragnie 🙂

9. CZY DA SIĘ TANIEJ?

Da się, tylko na czym oszczędzać?

Na pewno zdecydowanie złym pomysłem jest oszczędzanie na kamperze i choć to nasza subiektywna opinia i nie jesteśmy bezstronni, to uważamy że jazda starym nie do końca sprawnym kamperem może wiele osób bezpowrotnie zrazić do karawaningu.

Jeśli tylko czas i sytuacja osobista Wam pozwala najlepszym rozwiązaniem kwestii budżetowych jest wyjazd poza sezonem. Wrzesień, październik a w Grecji czy Hiszpanii nawet listopad to idealny czas na karawaning. Pogoda wciąż dopisuje, woda w morzu ciepła, atrakcje turystyczne już nie oblegane, a ceny? Bez porównania. Wynajem kampera o 30-40% tańszy. Parcela na kempingu 50% taniej a z kartą ACSI zapłacicie czasem tylko 20% ceny. Nawet w restauracjach ceny po sezonie będą zazwyczaj niższe.

10. JAKIEGO KAMPERA WYBRAĆ?

Tu nie ma jednej dobrej odpowiedzi. Część doświadczonych karawaningowców powie – tylko półintegra, inni nie pojadą niczym innym jak alkową. A tak w ogóle to na czym polega różnica? Więcej na ten temat pisaliśmy w poprzednim poście.

Na te i wiele innych pytań chętnie odpowiemy Wam osobiście. Odwiedźcie nas, obejrzycie różne kampery na żywo, wspólnie wybierzemy najlepszą opcję DLA WAS i rozwiejemy wszelkie wątpliwości.

DO ZOBACZENIA!

Inne ciekawe teksty

Wakacje kamperem po sezonie

Wakacje kamperem po sezonie

Wakacje po sezonie? Zdecydowanie tak!

Wakacje po sezonie to brak tłumów na plażach, krótkie kolejki przy atrakcjach turystycznych i zdecydowanie niższe ceny. Urlop, gdy większość osób już swój zakończyła to same plusy pod warunkiem, że znajdziemy odpowiednie miejsce, gdzie pogoda wciąż dopisuje i można w pełni cieszyć się wakacjami.

Przedstawiamy Wam subiektywną listę czterech europejskich krajów na idealny urlop kamperem we wrześniu, październiku a nawet w listopadzie.

Albania – we wrześniu lato w pełni

Całe Bałkany są niezwykłe. Albania, choć nieco droższa niż przed laty wciąż jest bardzo atrakcyjna cenowo. Niesamowite wybrzeże, ciepła, lazurowa woda morza Adriatyckiego i Jońskiego z cudownymi plażami to idealny kierunek dla amatorów wypoczynku nad morzem.

Malownicze krajobrazy i starożytna architektura sprawiają, że każdy znajdzie w Albanii coś dla siebie. Albania to jeden z niewielu krajów Europejskich, gdzie wciąż znaleźć można niezagospodarowane, dzikie plaże. Oprócz kurortów takich jak Wlora czy Saranda znajdziemy ciszę i spokój w bardziej dzikich zakątkach nad samym morzem. Więcej o podróży kamperem do Albanii pisaliśmy tutaj.

W tym roku prognozowana pogoda dla Albanii to ponad 30 stopni Celsjusza aż do połowy października.

Grecja – idealna na kąpiel nawet w listopadzie

Gdy przejedziemy przez Albanię trafiamy prosto do Grecji. Raz nawet będąc w Albanii wyskoczyliśmy tam „na chwilę” by przeczekać deszczowy dzień.

Grecja to jeden z najbardziej wysuniętych na południe krajów europejskich, dzięki czemu wysokie temperatury utrzymują się tam naprawdę długo. W zeszłym roku kąpaliśmy się w Morzu Śródziemnym nawet w listopadzie.

Część dni spędziliśmy zwiedzając i podziwiając zabytki starożytnej Grecji. Ateny, Delfy czy Meteory a do tego piękne plaże i wyśmienita grecka kuchnia. Idealna odskocznia od deszczowego października w Polsce.

O naszej podróży dookoła Peloponezu i najlepszych miejscówkach na dziko pisaliśmy już na blogu. W tym roku temperatury w Atenach do końca września mają osiągać około 30 stopni Celsjusza, zaś w październiku nie powinny spaść poniżej 25. Większość kempingów w Grecji jest otwarta w październiku. Z kartą ACSI, którą od nas dostajecie za darmo do rezerwacji poza sezonem koszt za dobę to maksymalnie 18€. Warto skorzystać z okazji i zwiedzić Grecję w wyjątkowo korzystnej cenie.

Włochy – po sezonie bez tłumów

Słoneczna Italia bez korków w Rzymie czy Neapolu, bez kolejek do weneckich gondoli czy możliwość zrobienia zdjęcia na moście Rialto. Ten kto był wie o czym mowa.

Włochy są tak różnorodne, że miłośnik każdego rodzaju wypoczynku znajdzie coś dla siebie. Starożytny Rzym, malownicza Toskania czy plaże Sardynii.

Jako, że ceny poza sezonem są znacznie niższe można pokusić się o dłuższą wyprawę nawet na samą Sycylię. Na Sycylii z uwagi na ciepłe Morze Śródziemne okalające wyspę temperatury w październiku osiągają 25-26 stopni. We wrześniu praktycznie w całych Włoszech temperatury oscylują w okolicach 30 stopni.

Hiszpania – o krok od Afryki

Ten kraj kojarzy nam się z gorącem i afrykańskimi upałami. Powiedziałabym nawet, że jeśli wybieracie się do Hiszpanii to tylko po sezonie.

Temperatury w lipcu czy sierpniu są nieznośnie wysokie, podczas gdy w październiku wciąż można cieszyć się idealną pogodą i komfortowo podróżować po całym kraju.

Hiszpania jest tak zróżnicowanym krajem, że niezależnie od celu wyjazdu, goście mogą doświadczyć niezapomnianych widoków, pełnej smaku hiszpańskiej kuchni i kontaktu z niezwykłą kulturą. Od Kraju Basków i zielonych wzgórz Asturii na północy po egzotyczną Andaluzję na południu.

Nasza polska jesień to w Hiszpanii wciąż słoneczne dni z wysokimi temperaturami, z plaż znikają tłumy turystów a ceny są bardziej przyjazne.

Podróżowanie kamperem po sezonie to brak tłumów, możliwość zaparkowania w miejscach zazwyczaj zatłoczonych i zdecydowanie niższe ceny wynajmu samego kampera jak i zwiedzania. Do tego jeśli wybierzemy jeden z południowych krajów mamy pewność świetnej pogody i przedłużenia sobie lata nawet do listopada.

Inne ciekawe teksty

Polub nas na Facebook’u

Kamperem do Grecji

Kamperem do Grecji

Grecja to kolejny kraj, który postanowiliśmy odwiedzić kamperem.

Wybraliśmy się jak zawsze poza sezonem, co ma swoje lepsze i gorsze strony. Do plusów na pewno zalicza się to, że nie było natłoku turystów, aczkolwiek bywały dni, gdy musieliśmy „szukać pogody”, bo o ile na przełomie października i listopada wciąż jest ciepło, to bywają całe dnie albo i tygodnie z deszczem.

Jechaliśmy z Warszawy przez Słowację, Węgry, Serbię i Macedonię. W Macedonii zatrzymaliśmy się w Kanionie Matka i w Zatoce Kości nad jeziorem Ochrydzkim. Warto! Ale o tym w osobnym wpisie. Skupmy się na Grecji.

W planie był objazd jak największej części kraju wybrzeżem. Rozpoczęliśmy od zachodniej strony, objechaliśmy całą Lefkadę, potem wybrzeżem na Peloponez. Sam Półwysep Peloponeski dookoła przejechaliśmy niespiesznie w 11 dni. Potem przeprawa przez Kanał Koryncki, Ateny, Delfy, Termopile i Meteory. Nie starczyło nam niestety czasu na Półwysep Chalcydycki. Dlatego na pewno przy następnej wyprawie do Grecji zaczniemy objazdówkę od wschodniej strony.

Informacje praktyczne

Droga do Grecji zajęła nam trzy dni, z czego jeden cały dzień poświęciliśmy na zwiedzanie w Macedonii. Przed wjazdem do Grecji trzeba wypełnić formularz pobytowy na stronie https://travel.gov.gr/#/ W tzw. PLF (Passenger Locator Form) trzeba wpisać takie rzeczy jak daty szczepienia na Covid, informacje kontaktowe i adres pobytu w Grecji. Jeśli nie ma się szczepienia można wykonać test na samej granicy. Miejsce pobytu też było trudne do określenia, co wytłumaczyłam celnikowi i ostatecznie wpisaliśmy Ateny, Akropol 1. :D

W Grecji skupiliśmy się głównie na plażach, bo do tego najbardziej tęskniliśmy. Wbrew pozorom nie tak łatwo jest znaleźć fajną plażę. Wybrzeże często jest skaliste a w wiele miejsc nie da się dotrzeć od drogi lądowej. Plaże są najczęściej kamieniste z mniej lub bardziej ostrymi kamieniami, więc buty do wody to absolutny must-have na wyprawę w te rejony. Dodatkowym wyzwaniem są jeżowce, szczególnie na południu w Morzu Śródziemnym. Najpiękniejsze greckie plaże są podobno na wyspach, ale udało nam się znaleźć kilka całkiem fajnych w kontynentalnej Grecji. Zestawienie najlepszych miejscówek znajdziecie we wpisie tutaj.

Grecja jest bardzo górzysta, co dla kierowców większych aut niekoniecznie jest zaletą. Dodatkowo google często lubi stawiać wyzwania w postaci wyjątkowo wąskich „skrótów” lub przeprawy ciasnymi i stromymi uliczkami miasteczek. Tutaj trzeba najbardziej uważać, bo Grecy mają zwyczaj porzucać swoje auta jak im wygodnie, nie bacząc szczególnie, czy będzie to komuś przeszkadzać. Parkowanie na rondach, na skrzyżowaniach, czy właśnie w ciasnej uliczce to standard.

Co do samej kultury jazdy w Grecji to można by napisać cały elaborat. Ronda to u nich abstrakcja. Trzeba uważać, bo jazda pod prąd jest bardzo popularna. Przed rondem zawsze jest znak STOP, ale mimo to nikt nawet szczególnie nie zwalnia przed wjazdem.

Co bardzo nas zaskoczyło w Grecji to fakt, że większość kempingów była zamknięta. O ile bary i tawerny na plaży mogą być tylko sezonowe o tyle kempingi na pewno miałyby obłożenie. Kampery widzi się na każdym kroku (lub kilometrze). Jest ich naprawdę dużo i 99% to Niemcy. Zdarzały się miejsca, gdzie razem z nami stały 3-4 inne kampery, Grecy są generalnie przyjaźnie nastawieni do caravaningowych gości. Chętnie zagadują i z każdym bez problemu można się dogadać po angielsku. Wystarczą dwa podstawowe zwroty po grecku, żeby zdobyć ich sympatię. Kalimera, czyli Dzień dobry i Sas Efharisto, czyli Dziękuję bardzo. Nie są skomplikowane a robią duże wrażenie na Grekach, gdy wypowiada je obcokrajowiec.

Co warto wiedzieć i przygotować przed wyjazdem?

Co do innych kosztów…

Podsumowując, Grecja należy do krajów przyjaznych dla caravaningowców a kampery można tam zobaczyć na każdym kroku. Mimo, że obowiązuje zakaz biwakowania na dziko, to nikt, z policją na czele nie ma zastrzeżeń do kamperów stojących na przykład przy plażach. Mówimy tu oczywiście o sytuacji poza sezonem i mogę sobie wyobrazić, że na przełomie lipca i sierpnia kamper rozłożony na pół parkingu, czy blokujący dostęp do plaży może wzbudzać kontrowersje. Trzeba po prostu umieć się zachować.

Generalnie mieszkańcy Grecji dali się nam poznać jako bardzo życzliwi i uśmiechnięci ludzie. Jeden pan podarował nam świeżo złowione ryby i owoce dla dzieci, miła parka Niemców mieszkających tam na stałe przyniosła gałązki świeżych liści laurowych zerwanych nieopodal a inni po prostu dopytywali skąd jesteśmy i życzyli udanej podróży. O ile w krajach muzułmańskich jest to niejako normalnym zachowaniem związanym w dużej mierze z religią, o tyle w krajach europejskich byliśmy przyzwyczajeni do większego dystansu i „pilnowania własnego nosa”. Grecja pod tym względem bardzo pozytywnie nas zaskoczyła.

Inne ciekawe teksty

Polub nas na Facebook’u

Nasze ulubione miejscówki na dziko w Grecji

Nasze ulubione miejscówki na dziko w Grecji

Wybierasz się kamperem do Grecji?  
Poniżej zestawienie naszych ulubionych, sprawdzonych miejsc, gdzie możesz się zatrzymać na dziko.

Jako, że podróżujemy z dwójką mniejszych globtrotterów wybieramy zazwyczaj miejscówki na dziko bez stromych urwisk, z łagodnym zejściem do wody i w otoczeniu “przyjaznym dla dzieci”.

Najczęściej sugerujemy się widokiem z satelity, czasem kultową już appką park4night.

W wiele miejsc nie udaje się wjechać, albo na miejscu okazuje się, że w zasadzie nie było po co.

Zestawienie dzikich miejscówek, które nam się spodobały i do których da się dojechać standardowym kamperem (czyli nie tylko wyprawówką 4×4 czy busem) znajdziecie poniżej.

Warto też wspomnieć, że wszystkie te miejsca odwiedziliśmy poza sezonem, czyli październik/listopad. W lecie kwestia zaparkowania, czy noclegu może wglądać zupełnie inaczej.

Uwaga! Lista jest całkowicie subiektywna 😉

Plaża ze skałami (Artolithia beach)

Piękna, piaszczysta plaża ze zjawiskowymi, wysokimi skałami wynurzającymi się z wody blisko brzegu. Dojazd kamperem bez problemu. Miejsca postojowe przy drodze, która poza sezonem, nie jest uczęszczana. Brak infrastruktury.

GPS: 39.11561, 20.60507

Plaża przy szkole kitesurfingu.

W sezonie pełno miejscowych i kamperów. Po sezonie miejscówka zupełnie pusta. Ładna, szeroka plaża i małe wydmy, po których można spacerować. Dojazd asfaltową drogą. Kampera można zaparkować na utwardzonym placyku przy samej plaży. Są prysznice i bar, ale po sezonie nieczynne.

GPS: 38.8777, 20.7809

wakacjekamperem grecja kamperem

Image #3

Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipiscing elit.

Plaża Gialos beach

Plaża jest piękna, woda turkusowa i krystaliczna a miejsca sporo. Widoki przecudne. Są knajpki, chociaż innej infrastruktury brak. Nawet poza sezonem było tu sporo ludzi, ale miejsca nie brakowało.

Zjazd do tej plaży jest asfaltowy, ale bardzo stromy i kręty. Niektóre zakręty musieliśmy brać na 3 razy. Ponadto ze skał osypują się kamienie, na których auto traciło przyczepność. Dojazd jest wyzwaniem, ale warto.

GPS: 38.67085, 20.5572

Porto Katsiki

Miejscówka zupełnie nie w naszym stylu, ale była to najpiękniejsza plaża na jakiej byliśmy w Grecji, więc nie mogę jej pominąć. Miejsca sporo na parkingu. Do plaży trzeba zejść po dłuuuugich i strooomych schodach, ale to jak cudnie jest na dole rekompensuje wszystkie trudy. Poza sezonem parking jest bezpłatny.

GPS: 38.60291, 20.5494

 

Plaża z pomostem idealnym do łowienia ryb

Fajne, kameralne miejsce z łagodnym zejściem do wody. Na plaży bar, ale zamknięty. Brak innej infrastruktury. Nie licząc pomostu idealnego do łowienia ryb. Po drodze do tej plaży mijaliśmy inne fajne miejscówki. Tyle, że poza sezonem były całkowicie zajęte… przez krowy 🙂

GPS: 38.78652, 20.75407

Plaża Lagouvardos beach

Bardzo duża, szeroka plaża. Można stanąć na parkingu lub zaraz przy plaży na drodze, która nie jest specjalnie uczęszczana. Są prysznice i krany, ale nieczynne poza sezonem. Knajpka również zamknięta. Za to woda bajeczna, a widoki cieszą oko. No i jest to jedna z nielicznych plaż w Grecji, gdzie da się zbudować zamek z piasku 😉

GPS: 37.09084, 21.58339

Mała zatoczka z plażą – Vromoneri beach

Zmieści tam się co prawda maksymalnie jeden kamper, a chętnych nie brakuje. Nawet po sezonie przyjeżdża sporo osób. Infrastruktury brak, ale za to dojazd jest bardzo wygodny. Fajne miejsce do snorkelingu, bo pod wodą sporo różnokolorowych rybek i ponoć żółwie są często widziane. Nam niestety nie było dane ich tu zobaczyć.

GPS: 37.01799, 21.62067

Plaża z wrakiem statku Dimitrios

Pogoda nam tu co prawda nie dopisała, ale miejsce jest naprawdę warte zobaczenia. Nie tylko ładna, szeroka, piaszczysta plaża, ale przede wszystkim imponujący wrak Dimitriosa. Wrażenia gwarantowane! Przy plaży jest duży darmowy plac dla kamperów, na małym wzniesieniu tawerna. Poza tym brak infrastruktury. Droga do tego miejsca wiedzie przez sady pomarańczy, co dodatkowo nadaje tej miejscówce uroku 🙂

GPS: 36.78896, 22.58188

Plaża z jaskiniami

Niemal na samym południu Peloponezu, w miejscu, gdzie spotkaliśmy tylko kozy jest mała, schowana przed wszystkimi plażyczka. Uroku dodają jej jaskinie przy brzegu, do których można wejść. Zasięg jest tylko na górce, więc można się tu oderwać dosłownie od wszystkiego. Infrastruktury nie ma a dojazd drogą szutrową jest małym wyzwaniem dla kampera, ale jeśli chcecie się zaszyć gdzieś z dala od wszystkiego i wszystkich to to jest właściwe miejsce. Idealna miejscówka na dziko.

GPS: 36.45231, 23.0822

Plaża z jeżowcami

Jest ich tu naprawdę sporo, więc buty do wody to absolutna konieczność. Zatoczka jest przeurocza a jej mieszkańcy życzliwi i gościnni. Jest bar na plaży i tawerna wyżej przy drodze, gdzie można naprawdę dobrze zjeść i kupić lokalne specjały jak np. wino z geranium. Są dwie opcje postoju. Parking przy samej plaży, do którego jest prosty asfaltowy zjazd z głównej drogi albo postój na samej plaży przy barze Pame Zaritsi. Jest również możliwość postoju na kempingu Zaritsi.

GPS parking: 37.277655032178394, 22.83928173443837

GPS plaża: 37.27567, 22.84415

Gliati beach i zatopione miasto

To jest miejsce, które musieliśmy zobaczyć. Nie ma w Grecji wielu nurkowych spotów, ale tu akurat można pocieszyć oko podwodnymi ruinami. Znajdują się blisko brzegu i są dosyć płytko, więc wystarczy tak naprawdę maska i rurka, żeby móc podziwiać zatopione miasto. Dodatkowo jest tutaj też starożytne Epidaurus z sanktuarium boga medycyny Asklepiosa (Eskulapa), które warto zobaczyć.

Można stanąć na kempingu, ale my przycupnęliśmy na małym parkingu na samej plaży zaraz przy zatopionym mieście. Jest tu też tawerna, w której można poprosić o wodę i ewentualnie WC.

GPS: 37.6248, 23.15609

 

To tylko niektóre miejscówki, które znaleźliśmy.

Wszystkie miejsca, w których udało się zaparkować naszym 7,5 metrowym kamperem znajdziecie na mapce poniżej. Są tam też między innymi miejscówki przy Akropolu, czy Wyroczni Delfickiej, gdzie bez problemu staniecie większym pojazdem.

Szerokiej drogi!

Inne ciekawe teksty

Polub nas na Facebook’u