Bałkańska przygoda

Bałkańska przygoda

Pełni nadziei ale i obaw ruszyliśmy w nieznane. Cel był taki, żeby dojechać do Albanii a co przedtem i co potem to się okaże 🙂 Jesienne wyprawy cechuje duża zmienność pogody zależnie od kraju i regionu. Mając na pokładzie dwójkę dzieci musieliśmy się zaopatrzyć w rzeczy praktycznie na każdą ewentualność (sanek nie braliśmy tym razem :D) – swetry i koszulki, kurtki i stroje kąpielowe, klapki i kalosze… Appka do pakowania nie przewidziała takiej różnorodności, więc musieliśmy działać intuicyjnie. Uprzedzając pytania, przyznam, że oczywiście wzięliśmy za dużo rzeczy, ale w naszym kamperze wszystko się zmieściło 🙂 Szafek i półek starczyło nawet na 3 paczki pieluch i niezliczoną ilość „absolutnie niezbędnych” zabawek. W bagażniku obok standardowego wyposażenia (meble, koło zapasowe itp.) ustawiliśmy skrzynki z zapasami jedzenia i wody, dodatkowe torby z ubraniami (jakby co!) i oczywiście wielki wózek (w całości, bo komu by się chciało go składać i rozkładać codziennie ;))
Logistyka nie zabrała nam dużo czasu, ale może to dlatego, że decyzję podjęliśmy na 4 dni przed wyjazdem.
Zapakowaliśmy to co niezbędne + dzieci 😉 i ruszyliśmy. Witaj przygodo!

Trasa na Bałkany

W drodze na południe postanowiliśmy zrobić przystanek w przeuroczym Gyór. Jak w każdym węgierskim miasteczku na każdym kroku zobaczyć tu można monumenty wysławiające bohaterów narodowych tego wielkiego duchem Narodu.

Następnym przystankiem na naszej trasie był chorwacki Split. Po drodze zatrzymaliśmy się na krótką drzemkę na parkingu w Chorwacji i wbrew wszystkiemu co się słyszy żadne służby nie miały z tym problemu. Nie wolno oczywiście biwakować na dziko, ale postój na noc w trasie jest ok. Do samego Splitu obraliśmy trasę wybrzeżem. Może ciut dłuższa niż autostradą ale zdecydowanie ciekawsza.

W Splicie na kempingu Stobrec (https://www.campingsplit.com/) zebraliśmy siły, odpoczęliśmy na plaży, zrobiliśmy serwis kampera i ruszyliśmy dalej w kierunku Bośni i Hercegowiny. Zwiedziliśmy cudowny Mostar a noc spędziliśmy przy wodospadach Kravica.

Stamtąd ruszyliśmy z powrotem w kierunku Chorwacji do Dubrovnika. Tu zdecydowanie polecamy zarezerwować sobie więcej czasu na zwiedzanie. Dubrovnik dosłownie zapiera dech w piersiach 🙂

Na nocleg pojechaliśmy już do Czarnogóry nad Zatokę Kotorską. Kempingi nad samą wodą to np. Autocamp Naluka, Autocamp Lara czy kamping Yenerel. Gospodarze dosłownie stoją na ulicy, „wyłąpują” kampery i zapraszają do siebie. To raczej miejsca na krótki odpoczynek przed dalszą drogą niż na dłuższe wakacje. Nad Zatoką Kotorską punktami obowiązkowymi są Kotor i Perast. W Kotorze jest duży parking na przeciwo samego starego miasta za 3Euro za godzinę. W Perast przy wejściu na Satre Miasto jest też trochę miejsc postojowych i są parkingowi, którzy w jakiś sposób upychają tam autokary, kampery i osobówki 🙂 Te miasteczka najlepiej jest zwiedzać wczesnym rankiem lub późnym wieczorem. Śniadanie w Perast w jednej z setek restauracji nad samą wodą a kolacja w średniowiecznym Kotorze w gąszczu wąskich uliczek z rozbrzmiewającą wszędzie muzyką. Magia!

Z Czarnogóry pojechaliśmy dalej do Albanii. Pierwszą noc spędziliśmy w mieście Szkodra na kempingu Legjenda (https://www.campinglegjenda.com/). Zatrzymaliśmy się tam tylko na odpoczynek, bo spieszyło nam się na słynne albańskie plaże i lazurowe wody morza Jońskiego. Przełęcz Llogara i droga SH8 biegnąca wzdłuż wybrzeża Albanii to już najbardziej znana trasa przez ten kraj. Dojechaliśmy nią do Himare aby odwiedzić bardzo popularny wśród Polaków kemping Moskato (https://www.facebook.com/MoskatoCamping). Zawsze można tam spotkać jakichś rodaków 🙂 Właściciele mówią trochę po polsku i zawsze serdecznie witają wszystkich gości. Kemping nie jest duży, ale leży przy samej plaży i panuje tam kameralna, rodzinna atmosfera.

Z Albanii pojechaliśmy do Grecji do miejscowości Igoumenitsa na kemping Drepanos (https://drepano.gr/). Tam to już tylko plaża, morze i odpoczynek przed powrotem do domu.

 

 

Powrót do domu

W drodze powrotnej zatrzymaliśmy się na parę godzin w Sarajewie. Bardzo chcieliśmy je zobaczyć, ale tak krótka wizyta pozostawiła tylko niedosyt. Mimo wszystko znając historię tego miasta nie da się iść obojętnie jego uliczkami. Do Sarajewa na pewno wrócimy na dłużej.

W zasadzie cała Bośnia tak nas zauroczyła, że planujemy zostać tam dłużej następnym razem. 

Całkiem sporo zostawiliśmy sobie „na następny raz”, więc na pewno wrócimy na Bałkany.

Inne ciekawe teksty